Znani o sobie

My ja i Kajra

W naszym

projekcie Absolutnie

o wszystkim

decydujemy

MY

ja i Kajra

 

Kluczem do zrozumienia jego muzyki, bynajmniej nie disco polo, jest poczucie humoru i dystans do siebie. Bo on sam chce taki być - pozytywny i radosny. Za to kochają go miliony. Mowa o Sławomirze, jednym z najpopularniejszych polskich piosenkarzy i showmanów. Ale nie byłoby Sławomira bez Kajry, na scenie i w życiu. Co jest gwarancją sukcesu tego nierozerwalnie związanego z górami duetu?

 
 

IZA TROJA NOWSKA : W wywiadach przyznaje Pan, że Sławomir to nie kreacja, a prawdziwe Pana oblicze - radosnego człowieka z wąsem. Naprawdę?


SŁAWOMIR ZA PAŁA : Cześć, tu Sławomir. Tak mam na imię. Sławomir - jako projekt muzyczny to coś, co zawsze chciałem robić. Lubię dawać ludziom radość i ich uśmiechy dają mi dużą satysfakcję.


MAGDALE NA KAJROWICZ : Cześć, tu Kajra. Nie ma Magdy i Sławka, nikt tak do nas się nie zwraca i my też nie. W domu jest Kajra i Sławomir - skoncentrowani na rodzinie i pracy. Może mniej energetyczni, natomiast ciągle w dobrych humorach!


EWA SZUL -SKJOELDKRO NA: Czyli to nie zabawa wizerunkiem? Sławomir to przecież dyplomowany aktor. Właściwie czemu Pan nie pracuje jako aktor? A ktorstwo nie daje tego powera co śpiewanie? Za mało interakcji z widzami?


S.Z.: Cały czas z Kajrą pracujemy jako aktorzy, zapraszamydo teatru Capitol w Warszawie. Przyjmujemy też propozycje filmowe serialowe czy teatralne, jeżeli czas na to pozwala. Ale żadna chyba rola aktorska nie da możliwości stanięcia przed stutysięcznym tłumem widzów. Ja już kilka razy w życiu miałem taką możliwość! Między innymi w Zakopanem. W wielu produkcjach filmowych, w których brałem udział, o finalnej wersji decyduje się na montażu. Aktor oddaje rolę i potem nie ma już nic do powiedzenia. W naszym projekcie absolutnie o wszystkim decydujemy my. Ja i Kajra. W teatrze jest trochę więcej kontaktu z widzem, ale to estrada daje największą bliskość, która jest moim zdaniem najtrudniejszą odmianą sztuki scenicznej.

 

E.S.S.: No właśnie, Sławomir i Kajra. Czy ten duet jest gwarancją sukcesu? 


M.K.: Tak. Bez tego duetu nic, co muzycznie urodziło się w głowie Sławomira, nie ujrzałoby światła dziennego.


E.S.S: To ile K ajry jest w Sławomirze?

 

M.K.: 100%, momentami nawet 200%. (śmiech) Dobrze jest być muzą i tak - Megiera jest o mnie. 


I.T.: „Ty stara cholero, ty, stara, ty, cię diabli nie bierą”? Chyba więc kluczem do zrozumienia muzyki Sławomira jest dystans do siebie i poczucie humoru?


M.K.: Oczywiście, że tak. To właśnie za to ludzie lubią Sławomira. Za to, że jest sobą, że niczego nie udaje. Że odnajdują w nim siebie. Za ogromne poczucie humoru, dystans do siebie, dobrą muzykę, świetne koncerty i „Cześć, tu Sławomir”.


S.Z.: Dystans to podstawa. Bez tego nie ma się co brać za rock polo. Najbardziej lubię się śmiać z samego siebie. Moi fani często znajdują w Sławomirze te same problemy, wady i też potrafią się z nich śmiać. A to jest najlepszy początek do zmiany swojego zachowania.


I.T.: Czemu właściwie rock polo, a nie disco polo? Jaka jest różnica? 


S.Z.: Różnica jest ogromna, począwszy od stylistyki muzycznej, po aranże. Nie wiem, jak można tego nie słyszeć i nie odróżniać. Do tego my zawsze gramy i śpiewamy na żywo z całym zespołem. Nasze instrumenty to rockowy skład. Od maja na koncertach pojawi się również sekcja dęta. To było moje marzenie muzyczne. Każdy, kto wybierze się na koncert Sławomira, zrozumie, że bliżej nam do rocka czy disco z lat osiemdziesiątych. To, że nas się tak klasyfikuje, wynika z tego, że przejęliśmy ogromną liczbę fanów z rynku disco polo. To się stało spontanicznie. Ludzie usłyszeli melodyjną muzykę na żywo i przy nas zostali.

 

 I.T.: Fakt, ma Pan mnóstwo zagorzałych fanów, którzy znają na pamięć teksty Pana piosenek, a największe hity śpiewa się na weselach. A le czy to powód do dumy? 


S.Z.: Oczywiście. Po to jestem. Żeby bawić ludzi i dawać im radość. Jeśli moje piosenki mogą im towarzyszyć w tym wyjątkowym dniu, to dla mnie to radość. Dla wszystkich przyszłych młodych par mam niespodziankę. Konkurs, w którym główną nagrodą jest koncert Sławomira na weselu. Tę niespodziankę funduje marka polskiej wódki, której jestem ambasadorem. Warto się tym zainteresować, bo wiele par pyta o możliwość takiego występu.


E.S.S: Pozostając przy temacie koncertów, podobno gra Pan ich ponad 200 koncertów rocznie! T o duży wysiłek. Jak się Pan relaksuje?


S.Z.: Gramy ponad 300 koncertów rocznie, nie licząc eventów. To wymaga ode mnie i od żony kondycji godnej sportowca. (śmiech) Staramy się dbać o siebie i wspomagać odpowiednią suplementacją diety. Pijemy też o połowę mniej alkoholu - to poprawia kondycję.


I.T.: Czy Sławomir utrzyma się na szczycie? Na razie na koncie same sukcesy, trasy koncertowe nawet za granicą. Ale czy to nie jest tak, że na razie fenomen polega na tym, że jest to projekt kontrowersyjny? Czy na tym fundamencie można budować wieloletnią karierę?


S.Z.: Nasza kariera nie trwałaby nawet miesiąca, gdyby nie była oparta na solidnie przygotowanych i nagranych piosenkach. Kilka z nich okazało się przebojami, zdobywając po kilkadziesiąt milionów wyświetleń. To wyniki, o których marzą największe wytwórnie fonograficzne w tym kraju. Nam udało się to osiągnąć ciężką pracą i z pomocą wspaniałego operatora, Marka Szutty, który nagrał klipy. Pracujemy nad nowymi piosenkami i to jest podstawa. To, że potrafię żartować przed  kamerami, jest tylko kolorowym dodatkiem do muzyki.


I.T.: W Pana repertuarze są przecież i poważniejsze utwory. Jednym z nich jest Nowy Świat. Skąd taka rozbieżność między utworami?


S.Z.: No nareszcie dziennikarz, który przed wywiadem przesłuchał płyty. (śmiech) Rock polo to bardzo szerokie spektrum muzyczne. Gram taką muzykę, jaka mnie cieszy. Na płycie znalazła się tak zwana „pościelówa”. To piosenka, przy której ludzie się oświadczają (również na koncertach), a niektóre młode pary wybierają na pierwszy taniec. To bardzo wzruszające. Wynika to z tego, że oprócz momentów szampańskiej zabawy w mojej duszy gra też romantyczna nuta. Jest taki utwór, To tylko miłość, który bardzo podoba się starszym paniom. To również dla mnie zaskoczenie, że publiczność Sławomira jest tak szeroka.


E.S.S: A gdyby mógłby Pan wybrać, z którym z polskich muzyków chciałby Pan zaśpiewać i dlaczego?


S.Z.: Moje muzyczne marzenia spełniam na bieżąco. Nagraliśmy duety z Future Folk, a także z legendarną Grupą Vox.

 

Oprócz momentów szampańskiej zabawy w mojej duszy gra też romantyczna nuta. 


U mnie to zawsze powstaje naturalnie. Jeśli mam piosenkę, w której słyszę konkretny znany głos, to po prostu zapraszamy wymarzonego artystę do współpracy. Jeśli ma podobne poczucie humoru i wrażliwość, to kończy się to duetem.

 

I.T.: Czyli podstawa to poczucie humoru.

 

M.K.: Tak. Taki jest Sławomir, na scenie i w życiu. Dba o nasze poczucie bezpieczeństwa i żebyśmy się dużo śmiali.


E.S.S: To jak to jest być żoną Sławomira?


M.K.: Bardzo pracowicie. Czasem bardzo wesoło. Spełnianie marzeń wymaga poświęceń i wielkiego zaangażowania. Pełnię w tym małżeństwie wiele funkcji - tak jak i Sławomir.


E.S.S: A nie kusi Panią wydanie własnej płyty? Gra na siebie? Bo tak jest Pani kojarzona właśnie jako żona Sławomira? Z agrała Pani też przecież w kilku produkcjach w Bollywood.


M.K.: Ja jestem żoną Sławomira. Jestem także jego twórczynią, więc dobrze kojarzą. I ma tak zostać. Praca solo mnie nie interesuje. Jest nudna. Praca w duecie, tandemie - pędzącym w jednym wspólnym kierunku - jest czymś pięknym i, jak widać, daje spektakularne efekty. A jak się jeszcze siebie lubi nawzajem i chce ze sobą pracować - to jest to sama przyjemność. Z nikim mi się tak dobrze nie pracowało. A Indie są niezwykłym krajem, bardzo egzotycznym kulturowo, w którym nie istnieje presja czasu. Filmy robi się po kilka lat. Ta podróż nauczyła mnie, że w życiu czasem warto się zatrzymać i zajrzeć w głąb siebie - pobyć tylko ze sobą.


I.T.: To prawda, Wasza współpraca dała spektakularne efekty. Za to chodzą pogłoski, że w Tatrach się za Państwem nie przepada, że muzyka S ławomira nie daje dobrego świadectwa. Że jej charakter jest, mówiąc oględnie, ludyczny. Gdzie jest więc granica kiczu i sztuki? 


S.Z.: Ja osobiście jeszcze się nigdy nie spotkałem ze złym słowem ze strony Górali. Wręcz przeciwnie. Razem ze Staszkiem Karpielem-Bułecką i Szymonem Chycem nagraliśmy wspólną pastorałkę Pierwsza Gwiazda, która jest na naszym kanale YouTube. Ostatnio dostaliśmy z Kajrą bardzo sympatyczne podziękowania od burmistrza Zakopanego, który cieszy się, że piosenka przyciągnęła tylu turystów do miasta. Oczywiście mogą być tacy, którym się moja muzyka nie podoba, ale przecież nie muszą jej słuchać. Na szczęście nie ma takiego obowiązku, bo króluje śleboda.

 

I.T.: Pana ojciec był Góralem z Koniny koło Limanowej. Tam zresztą wybudował Pan też swój rodzinny dom. W Ni mom hektara słyszymy: „Ale wiatr gorczański moją duszę gna. C hce smakować polskie sioło. Chce na sianie z babą gołą”. Czy to przywiązanie do ziemi i instynktowna potrzeba jej uprawiania przez Pana przemawia?


S.Z.: Kocham Gorce, ponieważ tam się czuję u siebie. Nie ma takiego tłoku jak w Tatrach i jest to miejsce, w którym można odpocząć. Bardzo ważni są dla mnie też ludzie. Rodzina i sąsiedzi. Lubię sobie z nimi pogwarzyć i się pośmiać.


I.T.: Czyli z sąsiadami sztama? Co o Panu myślą Górale? 


S.Z.: Traktują mnie jak swojego. Ponieważ, jeszcze zanim projekt Sławomir nabrał takiego rozpędu, jako dziecko często tam przebywałem i spędzałem mnóstwo czasu. Z moimi obecnymi sąsiadami zjeżdżałem w zimie na workach wypełnionych sianem, a w lecie pływaliśmy pod wodospadem. A z rodziną zbieraliśmy borówki na polanach. To były moje pierwsze zarobione pieniądze.


E.S.S: W racając do dyskografii - do tej pory Sławomir wydał jedną płytę. Czy druga już jest w przygotowaniu? Czego możemy się spodziewać? 


S.Z.: Tak. Pracujemy już nad nowym materiałem. Podobnie jak w przypadku debiutanckiej płyty The Greatest Hits druga też powstanie naturalnie. Kiedy uzbiera się odpowiednia liczba przebojów, to wtedy ją wydamy. Będzie ostro, kolorowo i na bogato - tak jak w moim życiu. (śmiech)


E.S.S.: Nie możemy się więc doczekać. Dziękujemy za rozmowę!


Dodaj komentarz

Komentarze