Znani o sobie

Trzeba zaczynać I NIE KOŃCZYĆ

  Trzeba zaczynać
I nie kończyć
 
 
Choć mamy XXI w., szklane sufity nadal oddzielają kobiety od możliwości rozwoju czy awansu. I to pomimo tego, że kobiety stanowią obecnie prawie połowę wszystkich absolwentów kierunków biznesowych. Jedną z takich kobiet jest Aneta Larysa Knap ? twórczyni kierpców na obcasach (sic!) i właścicielka marki Folk Design, czerpiącej garściami z góralskiej tradycji, a także pomysłodawczyni pokazów mody Polki Folki. Góralka pełną gębą, która wierzy we własne pomysły i nie poddaje się nawet w trudnych momentach.

 

DOMINIKA BUKŁAD: Rodowita nowotarżanka, charakterna Góralka - czy miejsce urodzenia ma jakiś wpływ na to, że jesteś odbierana jako silna kobieta?

ANETA LARYSA KNAP: Myślę, że to jest po prostu determinacja. Już w szkole średniej wiedziałam, co chcę robić w przyszłości.

 

Co wtedy myślała o sobie nastoletnia Aneta, patrząc w lustro? Kogo widziała?

Byłam przeciętną nastolatką w dżinsach i bawełnianej bluzie. Niczym szczególnym się nie wyróżniałam. Nie miałam swojego stylu, nie miałam charyzmy. W szkole średniej musiałam podjąć decyzję, co dalej. Wpadła mi w ręce ulotka Krakowskiej Szkoły Projektowania Ubioru. Ja zdecydowałam się w jednej chwili, ale rodzice nie byli zachwyceni.

 

Rozpoczęłaś studia i...?

Na studiach poznałam bardzo wiele oryginalnych i ciekawie ubranych osób. Zobaczyłam, że można kreować swój własny styl. Byłam pilną studentką - robiłam zadania, słuchałam, uczyłam się od fantastycznych profesorów, prawdziwych artystów. A jednak, pomimo tego, że przebywałam w bardzo inspirującym środowisku, szukałam siebie i tego czegoś wyjątkowego da mnie. Długo nie wiedziałam, gdzie jest mój modowy punkt zaczepienia.

 

Kiedy nastąpił ten przełomowy moment?

Na Podhalu, podczas uroczystości Bożego Ciała, gdy zobaczyłam Górali. Piękne stroje, kolory, hafty, zachwyciłam się!

 

Urodziłaś się w Limanowej, znasz góralski strój od urodzenia...

Owszem, ale do tamtego momentu nie dostrzegałam jego potencjału. Widząc go na innych, pomyślałam, że mogłabym kreatywnie go przekształcić tak, żebym sama chciała go nosić. W wyobraźni pocięłam go na kawałki, biorąc elementy zarówno kobiece, jak i męskie. Płeć nie miała dla mnie znaczenia - stąd np. pomysł na damskie dżinsy z parzenicami, które są elementem męskiego stroju.

 

Igrałaś z ogniem, to przecież strój regionalny!

Nie tworzę stroju regionalnego od nowa, jedynie czerpię z tradycji. Jako projektant tworzę i kreuję. To nie jest profanacja tylko inspiracja. Podhalanie oswoili się w końcu z moją wizją, a w moje ślady poszły inne pracownie krawieckie. Zdarzyło mi się nawet zaprojektować suknię ślubną z czerwonym gorsetem z chusty góralskiej i białym dołem z tiulu. To był sukces na skalę krajową.

 

 

Sądzisz, że kobietom trudniej w biznesie?

W branżach modowych jest więcej projektantów wśród mężczyzn. Ja jednak nie patrzę na stereotypy, inaczej nigdy nie zaczęłabym robić tego, co robię. Zaczęłam sama organizować mini pokazy mody. Pozyskiwałam partnerów, wysyłałam setki maili do agencji modelek, by tylko móc się zaprezentować. Wierzyłam w moją pasję pomimo tego, że czasy kiedy zaczynałam były bardzo trudne.

 

Co chciałaś osiągnąć?

Moim marzeniem było stworzenie charakterystycznej, rozpoznawalnej marki, która nie potrzebuje metki. Żeby ktoś, kto patrzy ma moje ubrania, od razu wiedział, kto jest ich autorem.

 

Inspirujesz się kimś?

Raczej nie, choć bliski jest mi Alexander McQueen, ale nie pod kątem projektów czy stylu, tylko tego, w jaki sposób pokazuje projekty na wybiegu - show, pomysł, dobrze przygotowany scenariusz.

 

Sama szyjesz, projektujesz?

Projektuję, ale nie szyję. Ja podrzucam projekt, często jest to szybki szkic w głowie, a moje krawcowe wcielają pomysł w życie. Znają mnie i mój styl, choć oczywiście czasem zdarzają się sytuacje takie, jak ta z szyjącą dla mnie Panią Zosią. Zadzwoniłam do niej, opowiedziałam, jak ma wyglądać płaszcz, jaka tkanina, gdzie marszczenie, na co Pani Zosia odpowiedziała: - Ja nie wiem, o co pani chodzi, ale ja ten płaszcz uszyję. I uszyła.

 

 

Pamiętasz swoją pierwszą uszytą kreację?

O ile dobrze pamiętam, to był płaszcz. Materiały znalazłam na strychu, gdzie moja mama chowała pudła z chustami i różnymi tkaninami. Porozkładałam to, co udało mi się znaleźć i zaczęłam układać jedno z drugim, z trzecim. Miałam pomysł w głowie.

 

Jaki był najtrudniejszy moment w Twojej karierze? Znalazł się ktoś kto podał Ci wtedy rękę?

To był mój pierwszy pokaz, zorganizowany w Nowym Targu w 2008 roku. Gościem honorowym pokazu była Ewa Wachowicz, na fortepianie zagrał Mateusz Ziółko. Przed pokazem redaktor lokalnego portalu uprzedzał mnie, że pomimo dobrych przygotowań spadnie na mnie lawina hejtu, anonimowych, mało przychylnych komentarzy. I tak się stało - przez komentarze w Internecie płakałam tydzień. Na szczęście był przy mnie mój partner, aktualny mąż, który dał mi kopa. Wtedy zaczęłam budować swoją siłę, motywację do dalszego działania. Po czasie nabrałam dystansu. Chciałam więcej, lepiej. Zaczęłam wreszcie wygrywać konkursy i w końcu odnosić w Polsce sukcesy.

 

Potem już wszystko układało się tak, jak chciałaś?

Nie do końca. Szósta rano, prosta droga, zderzenie samochodów. Jechaliśmy na pokaz mody w Sopocie. Spaliśmy, gdy wjechał w nas samochód. To był ułamek sekundy, krzyk, wszyscy latali bezwładnie. Kierowca walczył, by nie wjechać w barierki. Nikt nie wiedział, co się stało. Karetka zabrała męża do jednego szpitala, mnie do innego, nie mieliśmy kontaktu ze sobą. Miałam zmiażdżoną nogę i pękniętą kość twarzy. Od tragedii dzieliły nas milimetry. Rozpadłam się psychicznie, pojawiła się depresja. Chciałam zamykać firmę pomimo tego, że była to już samonapędzająca się machina. Do siebie doszłam dopiero wtedy, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Syn Franio dawał i daje mi niewyobrażalną siłę do życia.

 

Miałam okazję zobaczyć Twój pokaz mody na żywo. To była kolekcja Alter Ego, intensywne kolory, wzory, nuta drapieżności i punku.

Pamiętam z podstawówki zadanie: napisać swoje imię od tyłu. Nazwa kolekcji Alter Ego pochodzi właśnie od mojego imienia i nazwiska zapisanego od tyłu, „atena pank”. Zainspirowała mnie ta Atena, wojowniczka, silna, konsekwentna kobieta, ale również patronka hafciarek. Stąd motywem przewodnim kolekcji było 9 sił oraz subkultura punkowa i ćwieki.

 

Kobieta, która jest dla Ciebie inspiracją, to...

Na pewno moja mama. Odkąd pojawił się mój syn, patrzę na mamę innymi oczami. Dopiero teraz widzę, ile czasu poświęciła na moje wychowanie. Jest bardzo ciepłą osobą, wzorem dla mnie, moją przyjaciółką.

 

Mama towarzyszy Ci na pokazach?

Rodzice często towarzyszą mi na pokazach. Mój tata chętnie nosi moje ubrania, głównie projekty marynarek.

 

Z czego jesteś najbardziej dumna?

Że byłam jedną z tych osób, które wyciągnęły strój regionalny z szafy i twórczo dopasowały go do współczesności.

 

 

Największy pokaz mody folk w naszym kraju, czyli Polki Folki organizowany jest przez Ciebie na Podhalu. Impreza gromadzi znanych projektantów, stylistów, sportowców i inne znane osoby. Jaka jest główna idea wydarzenia?

Zderzać i łączyć - Polki Folki na tym polegają. To przede wszystkim idea propagowania i rozpowszechniania folkloru. Łączymy folklor, pchamy w świat, żeby się nie kurzył w skrzyniach. Dodatkowo fantastyczne przyjaźnie, które zawieramy. Modelki z różnych krajów - mam modelkę z Indii, którą poznałam na Dominikanie i się tak polubiłyśmy, że ona zawsze przylatuje na pokaz. Wyobrażasz sobie tę piękną dziewczynę o ciemnej karnacji w moich folkowych kreacjach?

 

Jakie będą Polki Folki 2018?

Chcę połączyć folklor polski z rosyjskim i ukraińskim. Motywem przewodnim będzie cyfra 8, która w poziomie oznacza nieskończoność, a jednocześnie ma kształt zbliżony do matrioszki. To będzie wybieg w kształcie matrioszki, z której brzucha będą wychodziły modelki. Chciałabym, aby ten projekt stał się bardziej medialny.

 

Jak ładujesz baterie, tutaj na Podhalu? Jak odreagowujesz stres i odpoczywasz?

Mam rodzinę i to mi wystarcza. To moja ostoja spokoju. Każda niedziela to dla mnie dzień resetu w piżamie i szlafroku. Mój mąż wtedy biega po górach, a ja wypoczywam.

 

Co chciałabyś powiedzieć wszystkim tym kobietom, które boją się zmian, podejmowania decyzji?

Żeby zacząć i nie kończyć! Każda kobieta, jeśli się tylko nie podda, da radę. Muszą jednak dać sobie czas i być cierpliwe.

 

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcia w wywiadzie: zdjęcie główne - Ewelina Stożek, zdjęcia na kanapie - z archiwum Folk Design, zdjęcia z wybiegu - Kris Trzaski

Dodaj komentarz

Komentarze