Znani o sobie

Jerzy Stuhr
 
„W górach o wiele łatwiej wyznaczyć sobie cel”
 
Spotykamy się w warszawskim Och-Teatrze przy okazji sesji zdjęciowej promującej prężnie rozwijający się projekt „Podhale Animale”. Rozmawiamy jednak o nieco innych sprawach. Jerzy Stuhr opowiada nam między innymi o przywiązaniu do Podhala, szacunku Górali do drewna i ulubionym pisarzu podejmującym tematykę tatrzańską.

 

EWA SZUL-SKJOELDKRONA: Dzień dobry. Na początku pytanie ogólne - za co Pan lubi Podhale?

JERZY STUHR:Strasznie ciężkie pytanie... Na pewno za bardzo zdecydowaną indywidualność żyjących tam ludzi. Poza tym są to ludzie uzdolnieni artystycznie. Jako pedagog szkolnictwa teatralnego zawsze, gdy czytałem w czasie egzaminów wstępnych w papierach, że kandydat pochodzi z Podhala, od razu skupiałem bardziej moją uwagę. W zasadzie może nie lubię, a szanuję, doceniam. Na pewno krajobraz Podhala o wiele bardziej mnie inspiruje niż tereny nadmorskie. Może wynika to z faktu, że dzieciństwo spędziłem w górach, w Beskidach, i w związku z tym jestem do tego typu inspiracji krajobrazowych bardzo przywiązany. Za architekturę. Jak Górale z Witowa budowali mi dom, to patrzyłem na tę miłość do drzewa. W jaki sposób, opracowując drzewo, potrafili je pieścić. Godzinami się patrzyłem... Nie wystarczyła tylko konstrukcja, to drzewo musiało być jeszcze artystycznie obrobione. Byłem i jestem pełen podziwu.

 

„Nauczyłem się nawet gwary góralskiej. Podoba mi się. Jako polonistę interesuje mnie ten temat.”

 

E.S.S.: A jakie są Pana najlepsze wspomnienia związane z Podhalem? Mówił Pan o dzieciństwie spędzonym w innej części gór...

Wycieczki...



IZA TROJANOWSKA: Piesze?

Tak. Moje dzieciństwo przypadło na lata pięćdziedziąte, to w góry też się chodziło po to, by swobodnie porozmawiać. Wspaniała była ta radość z dojścia gdzieś i wyznaczanie sobie celu. W górach o wiele łatwiej wyznaczyć sobie cel niż na pełnym morzu. To kształtowało moją psychikę. Pamiętam to jako ćwiczenie własnej woli.



E.S.S.: Czy któreś z tych miejsc stało się Pana ulubionym?

Ja w Tatrach bardzo dawno nie byłem, bo odkąd zacząłem być popularny, to przestałem chodzić po górach. Stało się to męczące. (śmiech) Szukam miejsc, gdzie nie ma ludzi. Bywałem jednak wiele. Nauczyłem się nawet gwary góralskiej. Podoba mi się. Jako polonistę interesuje mnie ten temat. W regionie Rabki na przykład gwara krakowska przechodzi w góralską. Już od Nowego Targu spotkamy się z czystą gwarą góralską. Czasem w szkole teatralnej mieliśmy problem ze studentami z Podhala - trudno im było wygubić specyficzny gardłowy nalot góralszczyzny. Tereny między Turbaczem a Luboniem z widokiem na Babią Górę to jest mój matecznik obecnie.



E.S.S.: Czy z przywiązania do tych terenów kupił Pan swój góralski dom?

Kupiłem stary dom, z 1887 r. Właściwie to już konserwator się nim powinien zainteresować. (śmiech) Zbudowany jest w stylu rabczańskim, który różni się od zakopiańskiego. W 2000 r. dobudowałem część w stylu zakopiańskim. Mój dom jest z pełnych bali, dobudowa z półbali, ale wszystko klasycznie gontem kryte.



E.S.S.: Chodziło o to, by móc gdzieś wyjechać na weekend?

Ja tam się przenoszę na całe lato czy zimę.



I.T.: Mam takie skojarzenie w tym kontekście z Kasprowiczem, który zamieszkał w górach, by móc podziwiać szczyty z własnego ganku...

Nigdy sobie nie wyobrażałem, żeby taką chałupę mieć gdzie indziej niż w górach. Wychowałem się w Bielsku, także to zawsze absolutnie był ten szlak.



E.S.S.: Mówił Pan, że jest Pan z wykształcenia polonistą. Czy ma Pan ulubionego piewcę gór? Iza wspomniała o Kasprowiczu...

I.T.: A może Witkacy?

Witkiewicz, absolutnie. Właśnie skończyłem Szewców reżyserować w Teatrze Nowym w Łodzi. Ileż ja się tego też nagrałem... Wspaniale odkrywał język, wyczuwał gwarę i umiał ją przetworzyć. Poza Witkacym również Tetmajer. W młodości podrywało się na niego dziewczyny... A było kogo, na polonistyce ich było dwieście, a nas - szesnastu. (śmiech)



I.T.: Niewątpliwie! I dalej tak jest... Trochę zmienię temat - czy ma Pan swoje ulubione podhalańskie potrawy?

Nie bardzo wolno mi to wszystko jeść. A może Pani wymienić kilka?



I.T.: Niech będą sery i najbardziej znany - oscypek.

A tak, oscypek z grilla. Bardzo lubię.



I.T.: Ale prawdziwy, owczy? Nie jest o niego trudno?

U nas w Rabce, gdy organizowany jest targ na rynku, przywożą prawdziwe. A co jeszcze jest?



I.T.: Kwaśnica.

O, bardzo dobra, z żeberkiem. Ze mną jest trudna rozmowa, bo jestem na diecie. (śmiech)



E.S.S.: Bardzo dziękujemy za rozmowę!


Dodaj komentarz

Komentarze