Znani o sobie

Kamil Stoch

Z najlepszym polskim skoczkiem narciarskim, mistrzem świata, podwójnym mistrzem olimpijskim, zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni i Pucharu Świata tuż przed rozpoczęciem sezonu 2017/2018 rozmawiamy o Tatrach, rodzinie, skakaniu i planach na przyszłość.

 

Ewa Szul-Skjoeldkrona: Zacznijmy od pytań o dzieciństwo i rodziców. Z czym kojarzy Ci się rodzinny dom?

Kamil Stoch: Dom rodzinny to przede wszystkim miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i czuć się bezpiecznie. W tym domu zawsze panowała ciepła i rodzinna atmosfera, dlatego moje wspomnienia i odczucia z czasu, który tam spędziłem, są takie dobre i trwałe.


Czyli rodzina jest dla Ciebie ważna...

Absolutnie! Rodzina to dla mnie bardzo ważny fundament oraz filar wszystkiego, co w życiu osiągnąłem. Wsparcie, jakie otrzymałem i nadal otrzymuję od swoich bliskich, jest nieocenione. Zdaję sobie sprawę, że mam duże szczęście, ponieważ nie każdy człowiek może się tym cieszyć. Dlatego do końca życia będę wdzięczny swoim najbliższym za wszystko, co dla mnie robią.


W życiu każdego człowieka bardzo istotni są rodzice. To stwierdzenie jest pewnie tym bardziej prawdziwe dla osoby takiej jak Ty. Jakich ważnych rzeczy nauczyłeś się od swojej mamy, a jakich od taty?

Mama i tata są dla mnie tak samo ważni i wspaniali. Oboje mnie wychowali i nauczyli, jak sobie radzić. Pokazali mi, że najważniejsza w życiu człowieka jest wiara w Pana Boga i rodzina. Pielęgnuję te wartości i dzięki temu jestem takim człowiekiem, jakim jestem.



Miałeś szczęśliwe dzieciństwo? Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie z tego okresu?

Całe moje dzieciństwo jest dla mnie najpiękniejszym wspomnieniem. Było szczęśliwe, choć na pewno nie było normalne. Bardzo wcześnie zacząłem wyjeżdżać na zgrupowania i zawody. Mając 8 lat, pojechałem na swój pierwszy sportowy obóz. Z tego względu każda chwila spędzona w domu z rodzicami i siostrami była dla mnie wyjątkowa.


 

"Od pierwszego momentu,

kiedy miałem na nogach narty,

zawsze chciałem na nich nie tylko jeździć,

ale również skakać."

 


A jak dziś wygląda Wasze rodzinne Boże Narodzenie?

Święta Bożego Narodzenia to dla mnie najpiękniejszy czas w roku. Staram się go spędzić na duchowej odnowie, a także wraz z bliskimi świętować przy wigilijnym stole. Nieczęsto mamy okazję zebrać się całą rodziną w jednym miejscu, dlatego takie momenty są dla mnie naprawdę bardzo ważne.



Jesteś Góralem z Zębu. Myślisz, że miejsce pochodzenia wpłynęło na to, jaki jesteś?

Uważam, że miejsce pochodzenia zawsze wpływa na człowieka. Podhale nie rozpieszcza dogodną pogodą, ale trudne warunki wyrabiają charakter i uczą pokory. Z drugiej strony jestem wrażliwy na piękno natury i bardzo doceniam fakt, że przyszło mi wychowywać się w jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi.



Skoro już o Góralach mowa, to jacy oni są? Myślisz, że jesteś typowym przedstawicielem gatunku?

Chciałbym powiedzieć, że Górale to bardzo honorowi, uparci i pracowici ludzie. Że kultywują wspaniałe tradycje, głęboko wierzą w Boga i są wierni ponadczasowym wartościom. Jednak, jak to w życiu, różnie z tym bywa? W każdym razie ja staram się wpisywać w definicję, która widnieje powyżej.



Masz swoje ulubione miejsce w Tatrach?

Całe Tatry są wspaniałe! Uwodzą różnorodnością krajobrazu, mnóstwem tajemnic i obietnicą przygody. Bardzo lubię spacerować dolinkami z moją żoną. Cieszę się wtedy spokojem i czerpię energię z natury. Z kolei będąc w rodzinnym Zębie, uwielbiam patrzeć na Hawrań. Widok na Giewont chyba też nigdy mi się nie znudzi.



W życiu każdego człowieka bardzo istotni są rodzice. To stwierdzenie jest pewnie tym bardziej prawdziwe dla osoby takiej jak Ty. Jakich ważnych rzeczy nauczyłeś się od swojej mamy, a jakich od taty?

Mama i tata są dla mnie tak samo ważni i wspaniali. Oboje mnie wychowali i nauczyli, jak sobie radzić. Pokazali mi, że najważniejsza w życiu człowieka jest wiara w Pana Boga i rodzina. Pielęgnuję te wartości i dzięki temu jestem takim człowiekiem, jakim jestem.



Cepry też kochają Tatry. Jak myślisz, dlaczego?

Czasem, stojąc w korku na Zakopiance, zastanawiałem się, po co ci wszyscy ludzie przyjeżdżają akurat tutaj? Kiedy jednak w jakichś sprawach muszę pojechać do dużego miasta, choćby do Warszawy, zaczynam rozumieć, dlaczego ludzie pragną kontaktu z naturą. Dlaczego nawet stanie w korku z widokiem na Giewont może być dla nich atrakcyjne. Tatry i Podhale mają bardzo wiele do zaoferowania. Jestem przekonany, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.



Jakiś czas temu ożeniłeś się. Mówi się, że skoczek po ślubie skacze 10 metrów bliżej. Jak było w Twoim przypadku?

W moim przypadku było na odwrót.(śmiech)



Jako zawodnik dużo czasu spędzasz poza domem. Trudno pogodzić życie rodzinne i zawodowe uprawianie sportu?

Staram się być dobrym mężem i jednocześnie realizować się w życiu zawodowym. Mam ogromne szczęście, że trafiłem w życiu na tak wspaniałą i wyrozumiałą kobietę, jaką jest moja Ewa.To dzięki jej wsparciu i miłości mogę być sobą i w domu, i na skoczni.



Razem prowadzicie firmę Kamiland. Jakie plany rozwoju masz dla tego biznesu?

O plany rozwoju należałoby pytać moją żonę. Ciągle ma nowe pomysły i nawet te, które wydawały mi się nierealne, sukcesywnie wprowadza w życie. Kamiland to nie jest jej jedyne zajęcie - Ewa ma swoją agencję marketingu sportowego oraz klub sportowy. Obecnie w Kamilandzie rozwija moją autorską linię czapek i innych produktów. Szczerze przyznam, że ja nie miałbym czasu na takie działania, jednak Ewa projektuje wszystko pod moim okiem i traktujemy to jako hobby. Opracowujemy nowe wzory, dobieramy kolory. A potem wykonawcy głowią się, jak spełnić nasze życzenia.



Czyli Kamiland będzie jedną z tych rzeczy, którymi będziesz zajmować się po skończeniu kariery zawodniczej. A co jeszcze planujesz?

Trzy lata temu Ewa i ja założyliśmy Klub Sportowy Eve-nement Zakopane. Klub zrzesza młode talenty skoków narciarskich i z powodzeniem spełnia swoją misję. Praca trenera dzieciaków byłaby dla mnie wymarzonym wyzwaniem po skończeniu kariery zawodnik.

 


Jak długo jeszcze chciałbyś skakać?

Tak długo, jak długo skoki będą dawać radość, a moje wyniki będą dla mnie satysfakcjonujące. Motywacji na pewno mi nie brakuje.



Za chwilę zacznie się sezon, ale zanim zapytam o to, co przed nami, na chwilę cofnijmy się w czasie. Pamiętasz swój pierwszy skok? Jakie emocje mu towarzyszyły?

Nie pamiętam dokładnie pierwszego skoku. Oddałem go na górce za domem rodzinnym i prawdopodobnie powtórzyłem jeszcze kilkanaście razy tego samego dnia. Od pierwszego momentu, kiedy miałem na nogach narty, zawsze chciałem na nich nie tylko jeździć, ale również skakać. Dziecięca radość ze skakania towarzyszy mi do dziś.

 
Od pierwszego momentu, kiedy miałem na nogach narty, zawsze chciałem na nich nie tylko jeździć, ale również skakać.


A co dziś daje Ci skakanie?

Na pewno tę dziecięcą radość, o której wspomniałem, ale również poczucie wolności i ogromną adrenalinę. Uwielbiam moment, kiedy jestem w powietrzu - tylko ja i narty - zdany wyłącznie na siebie. To sekundy spędzane w innej rzeczywistości.



Za Tobą letni okres przygotowań do zimowego skakania, podczas którego trenowałeś w różnych miejscach. Czym różni się polska baza treningowa od niemieckich czy austriackich? W czym polskie skocznie są lepsze, a w czym gorsze?

Niemcy czy Austria mają mnóstwo baz treningowych w postaci skoczni o różnych parametrach. Skocznie nierzadko znajdują się w małych wioskach i są zadbane, służą nie tylko do rozgrywania dochodowych zawodów, ale także do realizacji programów treningowych, od najmłodszych adeptów skoków po kadry narodowe. Dla mnie to nie do pomyślenia, że w mieście-kolebce narciarstwa, mieście, które ma takie sportowe tradycje (w Zakopanem - przyp. red.), skocznie są w tak opłakanym stanie. Dla naszej kadry trening na Średniej Krokwi jest kompletnie niemożliwy ze względu na stary profil skoczni czy brak wyciągu. Infrastruktura sąsiednich obiektów również jest opłakana. Oczywiście nie ma winnych tej sytuacji. Mimo najlepszych wyników sportowych, jakie osiąga polska kadra skoczków, w Zakopanem niewiele się zmienia. Jedyne skocznie, z których korzystamy w Polsce, to duża skocznia w Wiśle i normalna w Szczyrku.



Przecież Wielka Krokiew jest remontowana...

Owszem. Niemniej od kilku lat Wielka Krokiew otwierana jest tylko na konkursy. Remonty, przebudowy, układ priorytetów zawodnik - turysta zwiedzający skocznię sprawiają, że na obiekcie nie możemy w ogóle trenować. Cieszę się, że - gdy prace się zakończą - skocznia będzie w końcu spełniała wszystkie wymogi. Życzyłbym sobie, aby służyła nam także do treningu. To mój ukochany obiekt i oddawanie na nim kilku skoków w roku to zdecydowanie za mało.



Nic w tym dziwnego. W końcu to właśnie w Zakopanem w 2011 r. po raz pierwszy w karierze stanąłeś na najwyższym miejscu podium. Jak wspominasz ten dzień?

To był naprawdę zwariowany konkurs, który odbywał się w bardzo trudnych i zmiennych warunkach atmosferycznych. Pierwszy w mojej karierze Mazurek Dąbrowskiego zaśpiewany wraz z dziesiątkami tysięcy kibiców zapamiętam do końca życia.



A inne zwycięstwa i medale? Które cieszą najbardziej i dlaczego?

Tego nie da się porównać. Każdy medal jest nagrodą za wysiłek i poświęcenie. Cieszy więc każde trofeum, bo bywa i tak, że z różnych powodów, mimo ogromu włożonej pracy, trzeba obejść się smakiem. Wiele osiągnięć ma dla mnie szczególne znaczenie.



Już za kilka tygodni znowu siądziesz na belce. Miliony ludzi przed telewizorami będą liczyły na fantastyczny wynik. Jak sobie radzisz z taką presją? Jak wyciszasz się przed startem, żeby zrobić swoje jak najlepiej?

Mam swoje określone „rytuały”. Podczas rozgrzewki, w zależności od nastroju, słucham odpowiednio dobranej muzyki. Koncentruję się nie na celach, ale na zadaniach. Ważna jest dla mnie komunikacja ze sztabem szkoleniowym. A reszta pozostanie moją tajemnicą.



Ten sezon będzie dla ciebie szczególny ze względu na igrzyska olimpijskie. Jesteś podwójnym mistrzem z 2014 r. i na pewno chciałbyś obronić mistrzostwo, czyż nie?

Moim celem jest wykonanie dobrej pracy, której efekt da mi satysfakcję. Do każdego konkursu podchodzę z takim samym nastawieniem. Chcę zrobić to, co potrafię najlepiej w danym momencie.



A jakie jest twoje największe marzenie?

Jestem nie tylko szczęściarzem, ale po prostu szczęśliwym człowiekiem. Mam wiele marzeń, ale pozostawię je dla siebie.



Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Komentarze