Tatry i Podhale

Na Giewont się patrzy

Na Giewont
się patrzy
 
Zakopane, Kościelisko, Bukowina... Skalne Podhale. To jeden z ulubionych turystycznych regionów w Polsce, odwiedzany przez cały rok. Co nas tu sprowadza? Tatry, górskie krajobrazy, piękna przyroda, ale przede wszystkim ludzie, którzy stworzyli tu wyjątkową atmosferę miejsca.

 

Któż z nas nie uśmiecha się, słysząc góralską muzykę? Któż nie wzdycha na widok pięknie ubranych Górali? Któż nie próbuje oscypka, kwaśnicy i moskola? Któż nie kupuje kierpców czy papuci? Czyż większość z nas nie podziwia tego, że Górale tak bardzo są wierni swojej tradycji, że tak szczerze ją pielęgnują przez wieki i pięknie ją prezentują? Tego właśnie mogłyśmy doświadczyć i poznać podczas pracy nad książką Na Giewont się patrzy, kiedy na Podhalu spędziłyśmy ponad rok wśród Górali i ich gór. Po sukcesie naszej pierwszej książki Banany z cukru pudru, która powstała na podstawie rozmów z naszymi najstarszymi sąsiadami z warszawskiej Sadyby o tym, jak to było, kiedy byli dziećmi, postanowiłyśmy pojechać na Skalne Podhale i o to samo zapytać najstarszych Górali.

Do naszych rozmówców dotarłyśmy przez księdza, panią ze sklepiku, z polecenia ciotki czy sąsiada. I tak od jednej do drugiej osoby chodziłyśmy przez prawie rok. Od chałupy do chałupy, gdzie często nadal jest czarna izba i biała izba. Czarna to ta z piecem, gdzie zawsze ciepło i w niej się siedzi. Poznałyśmy wspaniałe osoby, pełne mądrości, dystansu do życia, szacunku do ziemi i do natury.

 

 
JAK TO DRZEWIEJ BYWAŁO

Rozmawiałyśmy z trzydziestoma osobami, które opowiadały nam o czytaniu przy lampie naftowej, o wypasaniu gęsi, krów i owiec, o chodzeniu na bosaka do szkoły. Bo w górach klimat surowy, a ziemia jałowa. Ziemniaki trzeba było oszczędzać, pieniędzy starczało na sól, naftę i zapałki. Wszystko inne można było wykonać samemu. I dlatego ojciec budował dom, rzeźbił meble, łyżki i łyżniki. Matka czesała wełnę, przędła płótno, targała szmaty na chodniki. Dzieci od małego pomagały w domu i w polu. „Było biednie, surowo i prosto. Nikt nie miał pretensji do nikogo, bo i o co.” To był trudny czas, ale żaden z naszych rozmówców nie smucił się, kiedy o tym opowiadał. Wręcz przeciwnie, często oczy im się zaszkliły, czy zaśmiały radośnie. Wspominali czasy, kiedy na kamieniu piekli gołąbki (grzyby) lub głowacze (małe rybki z dużymi głowami), których były pełne potoki. Jeździli na narciętach zrobionych przez ujka, chodzili na kocie łapki, czyli szarotki, by je potem wysuszyć i sprzedać letnikom jako pamiątkę z gór.

 

"Nie ma owiec jednakowych, każda owca jest inna. Chłopy to poznają trzy pokolenia, i po jakiej matce i po jakiej babce, i po jakim baranie. Dobry juhas to do pięciuset owiec poznał. Każda owca ucho ma inne czy oko albo chód, albo posturę."
 

FUJARKI, PISZCZAŁKI I DUDY

Muzyka była i jest obecna w tradycji góralskiej. Piszczałki, fujarki wykonywali juhasi na halach i grali, że hej! A do tańca dawniej przygrywały dudy, czyli koza podhalańska. Dziś kapela góralska to troje skrzypiec i basy. I śpiew! - Moja babcia siadała na pień i śpiewała, ile mogła, po góralsku! Jak najmocniej, jak najpiękniej! Wtedy była w swoim żywiole! - wspomina jedna z naszych rozmówczyń.

 

 
ŻYCIE NA HALI

Wspominali też wypas owiec. To był podstawowy element tradycji! Owce były w każdej gazdówce. Dawało się je bacy na wypas. Chłopcy od małego towarzyszyli ojcom, dziadkom, ujkom i wychodzili na cale lato na hale. Dowiedziałyśmy się, że „nie ma owiec jednakowych, każda owca jest inna. Chłopy to poznają trzy pokolenia, i po jakiej matce i po jakiej babce, i po jakim baranie. Dobry juhas to do pięciuset owiec poznał. Każda owca ucho ma inne czy oko albo chód, albo posturę”. Owce mają też swoje nazwy. Okulorka to ta, co ma ciemne, wyraźne okularki wokół oczu, kurto to owca bez ogona, a murcato to ta, co ma brązowe plamy na pysku, jakby była umorusana.

 

CHUSTA NA KAŻDĄ OKAZJĘ

Mało kto wie, że istnieje specjalny „kod” dotyczący kolorów chust i spódnic góralskich. Na odpowiednie święta czy uroczystości obowiązują odpowiednie kolory. I tak do chrztu, do pierwszej komunii, na Boże Narodzenie i w Wielką Niedzielę obowiązuje kolor biały lub jasny, w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i na Trzech Króli - kolor czerwony, a na Nowy Rok, Zielone Świątki i drugi dzień Wielkanocy - kolor zielony. Ta tradycja przetrwała do dziś i można ją zaobserwować podczas pobytu na Podhalu. A skąd tytuł naszej książki? Bo na pytanie o chodzenie w góry, nasi rozmówcy odpowiadali - Po co? Przecież na Giewont się patrzy, jest taki piękny.

Autorki: Aleksandra Karkowska i Barbara Caillot Dubus

Aleksandra i Barbara kochają podróże, fotografie, książki. Działają społecznie. Połączyły swoje pasje i mocne strony, by odnaleźć historie zachowane w pamięci, obudzić wartościowe wspomnienia i przekazywać je dalej. Obie przekonane, że poznawanie swoich korzeni pozwala na świadome i twórcze działanie w nowoczesnym świecie. Piszą książki, prowadzą międzypokoleniowe warsztaty, spotkania autorskie. Założyły Oficynę Wydawniczą Oryginały. Są autorkami książek Banany z cukru pudru i Na Giewont się patrzy oraz interakcyjnych zeszytów „Zeszytu tatrzańskiego”, „Notatnika wakacyjnego” i „Babciu! Dziadku! Proszę, opowiedz mi!”. Na podstawie swoich książek i zeszytów prowadzą projekt „Łączmy pokolenia”.

Dodaj komentarz

Komentarze