Spod Tatr

Blachotrapez 2.0

Na wysokości Rabki, w połowie drogi między Krakowem a Zakopanem, krajowa siódemka zmienia się w drogę ekspresową. Tuż obok szosy turyści jadący w Tatry mogą zobaczyć szary, nowoczesny biurowiec. Obok hale magazynowe i skład blach.  To centrala międzynarodowej Grupy Blachotrapez, najbardziej znanej w Polsce firmy z tego regionu, wyrosłej z niewielkiego warsztatu.

 

BLACHOTRAPEZ 2.0

 
 

Jednym z charakterystycznych elementów stylu zakopiańskiego w architekturze jest gont drewniany. Doskonale wypromowany przez Stanisława Witkiewicza i jego projekty podhalańskich willi. Ta tradycyjna technika krycia dachów wywodzi się  z czasów sprzed rewolucji przemysłowej, kiedy jedyną alternatywą dla łatwopalnej strzechy było nieco trwalsze drewno. Blachami kryto jedynie kościoły. Gont drewniany, wykorzystywany głównie do krycia domów z tego samego materiału, był i nadal  jest pokryciem drogim, wymagającym ogromnej sprawności dekarskiej oraz częstej konserwacji. Poszukiwanie efektownej alternatywy szybko stało się napędem innowacji dla całej branży pokryć dachowych.

 

Ulepszony styl zakopiański

Założyciel i główny właściciel Blachotrapezu, pochodzący z Rabki Jan Luberda, już w początkach swojej działalności starał się dostarczyć klientom solidnej alternatywy dla tradycyjnych sposobów krycia dachów, bazując przede wszystkim na  produktach z blachy. Drewniany gont był jednak nadal niedoścignionym ideałem. Dopiero drugie pokolenie w rodzinnej firmie wprowadziło na rynek model idealnie odzwierciedlający tradycyjny pierwowzór - tak fakturą, jak i kolorem. Gont blaszany  jest odporny - w przeciwieństwie do oryginału - na warunki pogodowe. Przy tym dużo lżejszy, łatwiejszy w montażu i przez to nieporównywalnie tańszy. Wzór szybko znalazł naśladowców, bo podobne z wyglądu blachy pojawiły się też u  innych producentów. 

 

Szczyt techniki w PRL

Gont blaszany, choć jest niewątpliwie ciekawym przykładem producenckiej innowacji, nie jest najważniejszym osiągnięciem firmy, która już w przyszłym roku będzie obchodzić jubileusz 50-lecia. Formalnie firma Blachotrapez powstała w połowie lat  90., ale jej korzenie sięgają lat 60. XX w. To wtedy Jan Luberda wraz z żoną Teresą założyli firmę dekarską, która zajmowała się wykonywaniem obróbek blacharskich, montażem rynien i kryciem dachów. W gospodarce permanentnego  niedoboru lokalna firma usługowa zmagała się z deficytem materiału i pokryć dachowych. Pierwszym produktem, a zarazem najmodniejszym wówczas wzorem, były proste blachy przekrojem przypominające trapez. W tamtym okresie w  rzeczywistości były szczytem możliwości technicznych. Od nich zaczerpnięto nazwę firmy.


Przemyślane partnerstwo

Po przełomie 1989 roku, okrzepła już wtedy rabczańska spółka, zaczęła rozpychać się poza lokalny, małopolski rynek. Najpierw na Mazowsze, potem w inne regiony kraju, a od 2004 roku również poza jego granice. W międzyczasie rozpoczęła  współpracę z niemiecką hutą thyssenkruup. Kooperacja trwa do dzisiaj, a Blachotrapez jest jedynym dystrybutorem stali w Polsce. Jak tłumaczy Rafał Michalski, prezes zarządu Grupy Blachotrapez, firma zastosowała sprytny zabieg marketingowy.  - Tak naprawdę klienci nie kupią pokryć dachowych samodzielnie. Najpierw wybierają dekarza, który potem doradza im, co położyć na dach. Postanowiliśmy to wykorzystać - mówi Michalski. Efekt? W ciągu 5 ostatnich lat przychody firmy  wzrosły z ćwierci miliona do 640 mln zł rocznie - to tempo mniej więcej 2 razy wyższe niż spotykane na rynku. Ten fakt czyni z Blachotrapezu najszybciej rozwijającą się firmę na Podhalu.

 
 

Nie zawsze było kolorowo

Już w latach 90. założyciel firmy rozpoczął proces przekazywania obowiązków córce - Renacie Skawskiej - która już jako mała dziewczynka była zaangażowana w działalność warsztatu. Od lat 90. priorytetem był dla niej rozwój infrastruktury produkcyjnej i dystrybucyjnej przedsiębiorstwa zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Podjęła decyzję o uruchomieniu zakładów produkcyjnych w Polsce, a także w Rumunii. Wprowadziła firmę na rynki zagraniczne, wzmacniając sieć sprzedaży i  dystrybucji. Wspierała utworzenie Grupy Kapitałowej, zakładając filie w Czechach i na Słowacji. Dzisiaj oferta dostępna jest już w Azji i Kanadzie. Po 24 latach zdecydowała się zatrudnić nowego prezesa i, o zgrozo, powierzyła to zadanie nie  któremuś z lokalnych menedżerów wyższego szczebla. Zorganizowała konkurs, który wygrał człowiek nie tylko spoza branży budowlanej, ale i spoza Podhala, pochodzący z Dolnego Śląska, Rafał Michalski. Dla każdej rodzinnej firmy, w której  trzon kadry menedżerskiej stanowią osoby wiele lat związane z firmą, zatrudnienie szefa spoza lokalnych struktur jest poważną próbą. Na Podtatrzu, gdzie ludziom z zewnątrz nigdy nie było łatwo pozyskać zaufanie miejscowych, taki ruch oznaczał prawdziwą rewolucję. Która jednak na dłuższą metę przyniosła korzyści w postaci zwielokrotnienia obrotów. 

 

Dodaj komentarz

Komentarze