Spod Tatr

Magiczne Podhale

Magiczne
Podhale
 
Na Podhalu, w miejscu magicznym, z którego rozpościera się wspaniały widok na Tatry, tradycje są wyjątkowo silne. Kultura duchowa, wierzenia, praktyki przekazywane są z pokolenia na pokolenie, z dziada pradziada. Wszystko po to, by móc zapanować nad tajemnymi siłami natury, która ma swoje zasady. Łącznikiem między przyrodą, jej tajemnicami i niewytłumaczalnymi siłami a człowiekiem jest? magia. Jakie są góralskie przesądy? W co wierzono kiedyś, a na co zwraca się uwagę  dziś? M.in. na te pytania odpowiadają książki Na Giewont się patrzy Barbary Caillot i Aleksandry Karkowskiej oraz Czary góralskie Katarzyny Ceklarz i Urszuli Janickiej-Krzywdy.
 
 
„Góral to twardy duchowy człowiek. Góral tradycje musi utrzymywać i gwarą góralską godać.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Dom był drewniany, na ziemi jeden kamień położony, na to belka i do góry. Gospodarstwo nieduże, dwie krowy, sześć owiec, pies bacowski przy budzie. Pies pilnował domu, miał szczekać. Czarna izba i biała izba. Czarna ka się siedziało i biała ka  się nie siedziało, używana na kolędę czy wesele. I stodoła, i szopa, i koń, i krowy. Jak się krowa ocieliła, to ciele dwa tygodnie było w domu, a jak jagnięta były małe, to i dłużej. Ośmioro dzieci, dwa rodzice, cielak, owieczki, kurczaki, kot,  wszyscy. Bez kota w domu to jak bez prawej ręki, bo myszy by chałupę zjadły.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy

 

„Preferowano miejsca, gdzie bydło spokojnie się pasło, gdzie zadomowiły się mrówki i gdzi e o świcie śpiew ptaków słychać było wcześniej niż w sąsiedztwie. Za szczególnie dobre miejsce uważano polanę ze źródłem niezamarzającym w zimie. Wierzono, że faza księżyca ma istotny wpływ na późniejszą jakość płazów (belek). Drzewo należało ścinać na wiosnę, tuż po pełni, czyli na wietku, co zapewniało szybsze schnięcie i większą trwałość.
Preferowano drewno ze świerka i z jodły,  czyli drzew o magicznych właściwościach ochronnych. Budorze zwracali uwagę na to, by wznoszenie zrębowych ścian zacząć od wschodu, a następnie układać kolejne belki zgodnie z ruchem słońca wędrującego po nieboskłonie. Ponadto, by  zapewnić sobie błogosławieństwo, pilnowano nieparzystej liczby belek w każdej ścianie. 
Równocześnie na tej krokwi zatykano ścięty wierzchołek świerka, przybrany kolorowymi, najczęściej czerwonymi wstążkami, chroniącymi dom od uroku.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie


„Przy piecu się siedziało, światła nie było, ino świeca czy lampa naftowa. Trzeba było przykręcać knot, żeby naftę oszczędzać. Jak zimą była pełnia, to przy księżycu my czytali. Przy piecu było wiadro z zimną wodą ze studni. Jak się chciało coś  uwarzyć, ugotować, trzeba było drewna z lasu przynieść, narąbać, w piecu podpalić, wody nagrzać. I wtedy się miało zaś coś ciepłego.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
 
Aby przybysze z innego świata nie mogli swobodnie wędrować przez piec, zwłaszcza chlebowy, nigdy nie powinien on być pusty: po wyjęciu chleba wkładano tam zatem drewno. Piec otaczano szacunkiem, nie wolno więc było go kopać, pluć na  niego ani kląć przy nim. Piec mógł się bowiem „obrazić” i zesłać na winowajcę chorobę lub inne nieszczęście, a w skrajnych przypadkach spowodować pożar domostwa.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„Po wodę do studni chodził ten, co akurat miał wolne ręce. Zimą też, śniegu nakurzyło, a trzeba było iść. Czasem, jak było bardzo zimno, mama ze śniegu wodę topiła. Buzię zimną wodą się obmyło, a kąpalimy się raz w tygodniu w grzanej wodzie  w bali, jeden po drugim. Jak woda nie była dość nagrzana, piskalimy. Więksi szli się kąpać do Dunajca.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Wodą, uważaną powszechnie za nosicielkę wszelkich przejawów życia, posługiwano się w celu przywołania urodzaju, płodności, sił witalnych. Wierzono w jej moc oczyszczającą i ochronną, była również cennym lekarstwem dla ludzi i zwierząt. Wyjątkowo ważna była pierwsza kąpiel w życiu noworodka. Przygotowywano ją z wody nabieranej na prondzie (z prądem potoku). Należało to do zadań babicy, czyli wiejskiej akuszerki. Na Podhalu zaraz po urodzeniu przemywano zimną wodą  rączki maleństwa: chłopcu - żeby mu nie marzły, kiedy jako dorosły parobek będzie pracował w lesie i juhasił, a dziewczynce - żeby nie odczuwała zimna podczas prania smat w potoku.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka--Krzywda,
Czary Góralskie

 
„Odpowiednim zaklęciem i magicznym zabiegiem można też było nadać wodzie szczególne właściwości. Za najskuteczniejsze uchodziło wylanie pocyniony (poczarowanej) wody wprost pod nogi człowieka czy zwierzęcia.” 
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„Na Boże Narodzenie porządki były na glanc. Mama wymieniała siano w siennikach i wynosiła deski. Na polu je myła, bo podłoga nie była przybita. Chałupę się przystrajało. Nie choinka, ino drzewko. Musiało być piękne, mieć równiutkie gałązki, do lasu się po nie chodziło. Wszystko się samemu robiło, łańcuchy z bibuły i słomki, aniołki, jeżyki. Drzewko się wieszało, żeby dzieciska nie szturchały.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Jodła - (?) zieloną jodełką przystrajano izbę na czas trwania Godnich Świąt, czyli Bożego Narodzenia. Jeszcze do niedawna wieszano u stropu wierzchołek jodły, szczytem w dół. Jodła broniła przed czarami nie tylko ludzi, lecz także ich dobytek. Bacowie przybijali jej gałązki nad wejściem do szałasu.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„To co nie dojedli, ojciec zanosił zwierzętom i im życzenia składał: „Co byście szczęśliwe były, zdrowe i żebyście się dobrze wyzimowały”.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Innej komunikacji nie było ino koń, konia każdy miał. W każdym domu koń był. Na jarmark się jechało, w pole, do ślubu, na wesele, wszędzie.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Zdrowie i siłę zapewniało koniom mycie ich wodą w wigilię Bożego Narodzenia (24 grudnia). Na Orawie prowadzono zwierzęta nad potok i kropiono wodą nabraną na prądzie. W niektórych regionach za patrona koni uważano św. Szczepana. W  dniu jego święta (26 grudnia), wcześnie rano, gospodarz wyprowadzał konia ze stajni i jeździł na nim przez jakiś czas galopem. Wprowadzano też konia do izby, gdzie karmiono go słoniną i chlebem. Zabiegi te zapewniały nie tylko zdrowie i siłę,  lecz także ruchliwość i odporność na trudy.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„Ojciec o konia dbał. Po zachodzie słońca nie wpuszczał obcego do stajni, bo mówili, że zauroczy. A jak koń był piękny, to czerwoną kokardkę mu wiązał.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Urok zawsze sprowadzał chorobę, a w szczególnych przypadkach - nawet śmierć. Najgroźniejszy był dla małych dzieci i młodych zwierząt. Dało się go rzucić wszędzie: w zagrodzie, w stajni, na pastwisku, na drodze, na targu czy jarmarku. Aby uchronić przed nim dzieci, zaopatrywano je w jakąś rzecz w kolorze czerwonym. Istniało powszechne przekonanie, że ta barwa skutecznie chroni przed urokiem, ponieważ ściąga pierwsze, złe spojrzenie. Tak więc zawiązywano dzieciom (na rączce lub szyi), jeszcze zanim zostały ochrzczone, czerwoną wstążeczkę, koniom zaś wiązano czerwone chwosty przy uprzęży.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
 

„W Tatrach w szałasie spędzałem całe lato. To się szło wiosną, a wracało, jak pierwszy śnieg przykurzył. Musisz doić, musisz paść i w nocy stać, jak niedźwiedź idzie. Chodził taki stary niedźwiedź, co zębów nie miał, do szopy wchodził i wybierał  owce młode albo prosięta wyjadał w leśniczówce. Potem go odstrzelili, bo już stary był. Wolę niedźwiedzia jako wilka. Wilka bardziej się bałem, bo niedźwiedź chwyta jedną owcę i ucieka, a wilk bije na kupę. I 20 owiec zabije. Ja o owce się bał, a  nie o siebie. Człowiek nie mógł się bać, szedł w otwarte karty.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Niedźwiedź - na Podhalu wierzono, że pewne cechy fizyczne upodobniają go do człowieka, np. kształt stopy. Przypisywano też temu zwierzęciu wręcz ludzki spryt i rozum. Sadło niedźwiedzie uważano powszechnie za skuteczne lekarstwo na  wiele dolegliwości, a mięsa za pokarm wyjątkowo pożywny i dodający sił. Niedźwiedź był również zwierzęciem demonicznym, symbolem płodności, urodzaju, sił wegetacyjnych a z racji swego trybu życia (sen zimowy) - odwiecznego zmagania się zimy- śmierci z życiodajną wiosną.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„W góry nie na spacer my chodzili, a żeby zarobić. Na kocie łapki, czyli szarotki, chodziliśmy po kryjomu. Wkładało się je do książki i suszyło. Sprzedawało się je takim, co z miasta przyjeżdżali. Świstaki wybieralimy z nory, na tłuszcz, bo sadło  świstaka najlepsze jest na wszystkie rany i choroby piersiowe.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Za cudowny lek na niemal wszelkie dolegliwości uchodziło sadło wytopione ze świstaka. W przekonaniu górali za jego pomocą można było wyleczyć choroby trapiące człowieka, ale także podreperować urodę - działało odmładzająco (sic!).  Najczęściej pito je rozcieńczone z wódką lub herbatą, a równocześnie stosowano zewnętrznie, w postaci smarowidła.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„Rano na bacówce sera się zjadło, zyntycy popiło. Rzepy się opiekło na watrze i bryndzą posypało. Dzwonki w nocy zadzwoniły, psy zaszczekały. Na wypasie to się ino leży, a nie śpi, czuwać trzeba. Być gotowym. Psy dobre trzeba było mieć,  owczary. Moje to Dolina, Wierch i Ostroś, ten największy. Owce dawało się bacy na wypas. Baca dał za owce bundzu czy oscypka. Z bundzu bryndzę się zrobiło. Nie ma owiec jednakowych, każda jest inna. Chłopy to poznają trzy pokolenia i po  jakiej matce, i po jakiej babce, i po jakim baranie. Dobry juhas to do 500 owiec poznał. Każda owca ucho ma inne czy oko, albo chód, albo posturę. Dziadek mnie tego nauczył, bo był z pokolenia bacą.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Owcę, jako największe bogactwo mieszkańców gór, otaczano szeregiem zabiegów hodowlanych i magicznych mających zapewnić dobrą kondycję, mleczność i zdrowie. Najwięcej zabiegów stosowano w okresie sezonowego wypasu w górach.  Warunki pracy i bytowania na halach, odległych od ludzkich osad, były bowiem trudne, wymagały od pasterzy doświadczenia, a nierzadko siły i odwagi.
(?) Zabezpieczano je przede wszystkim przed urokami i czarami. Ochronie stad przed niszczycielską magią i chorobami oraz zapewnieniu mleczności owiec służyły głównie: okadzanie zwierząt ziołami święconymi oraz przestrzeganie określonych  nakazów i zakazów. Zabezpieczano owce przed drapieżnikami. Obowiązywał zakaz siadania w szałasie na zawaterniku, dzięki czemu niedźwiedź nie przychodził do koszaru. Aby na stado nie napadły wilki, przestrzegano zakazu klaskania na owce. Najgroźniejszym wrogiem owiec okazywały się czary (?) czego skutkiem najczęściej była choroba. Jako zabieg leczniczy stosowano wówczas okadzanie stada połączone z wypowiadaniem odpowiednich zaklęć.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie


„Pogoda w górach kapryśna jest. Jak śniegi topniały, baliśmy się powodzi. Wrzucaliśmy na wodę kawałek chleba święconego na Agaty. Wierzyliśmy, że woda odpłynie.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
 
„Aby uspokoić wicher, wynoszono na próg domu mąkę i sól poświęconą w dniu św. Agaty (5 lutego). Gdy wiatr to zdmuchnie, „najedzony” odejdzie wiać gdzie indziej.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
„Jak przychodzi halny, to trzeba się bać. Jak wieje, to targa, że hej, i rusza chałupą. Spać się nie da, człowiek nerwowy, głowa boli, ciśnienie leci, odbijania niektórzy dostają. Ale on potrzebny jest, na wiosnę idzie śniegi roztopić. Duje, duje, to duje.  Jak wieje halny, to dzieci dobrze śpią, a starsi już nie, ale to sprawa nie wiatru, ino kalendarza. Wtedy nie palimy w piecu. Na halny nie ma rady.” 
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
 
„Tu jest bojno. Balimy się boginek i burzy. Las wokoło i drewniane domy. Jak była burza, wtedy nic nie robilimy, nawet garnków my nie myli. Modlilimy się i gromnicę palili. Święty obrazek w okno wystawiali. Zawsze na Boże Ciało wianek  święciliśmy. Chronił od kataklizmu. Wisiał na chałupie. Jak burza przyszła, to kawałek wianka mama w piecu paliła. Raz w burzę dziecko bawiłam, a tu jak nie strzeli! Huk! Wleciał piorun przez komin, ogień po podłodze przeszedł, zawrócił się i  przez komin wyleciał. Bałam się, że dziecko będzie głuche.”
Barbara Caillot, Aleksandra Karkowska,
Na Giewont się patrzy
 
„Aby odpędzić burzę, czyli intensywne opady deszczu, często w połączeniu z gradem, odpędzanie wiatrem i piorunami, od zagrody, wystawiano przed dom łopatę używaną do wkładania chleba do pieca. W oknie domu umieszczano gromnicę.  Często do okna wstawiali święty obraz, a w piecu palono zioła święcone, aby dym ochronił chałupę przed nawałnicą.”
Katarzyna Ceklarz, Urszula Janicka-Krzywda,
Czary Góralskie

 
Książka Na Giewont się patrzy Barbary Caillot i Aleksandry Karkowskiej została wydana przez Oficynę Wydawniczą Oryginały w 2016 r. w Warszawie.
Czary góralskie Urszuli Janickiej-Krzywdy i Katarzyny Ceklarz wydało Wydawnictwo TPN w 2014 r. w Zakopanem.

Dodaj komentarz

Komentarze