Spod Tatr

Marsz, marsz Batory

Marsz, marsz 

Batory

 

Aleksandra Karkowska i Barbara Caillot, autorki m.in. książki Na Giewont się patrzy, tym razem przybliżą historię owianego legendą pasażerskiego transatlantyku M/S „Batory”. Opowiedzą o wrażeniach osób, które nim płynęły. Wśród nich byli też  Górale.

 

M/S „Batory” był jednostką bliźniaczą statku M/S „Piłsudski”. Pływał w latach 1936-1969, kursując na regularnych liniach pasażerskich do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Pływał także w konwojach podczas II wojny światowej. Na jego  pokładzie przemieszczało się między kontynentami i wracało po wojnie do domu wielu żołnierzy różnych narodowości. Na początku lat siedemdziesiątych XX w. zezłomowano go w Hongkongu. 


Od historii statku do wspomnień pasażerów

„Batory” słynął z gościnnej polskiej atmosfery. Nazywano go nawet ambasadorem polskiej kultury. O tym, dlaczego nazywano go „szczęśliwym statkiem”, do których portów dopłynął i ilu pasażerów zabrał na pokład, polskie pisarki pisały już w  publikacji B jak Batory, wydanej przez Oficynę Wydawniczą Oryginały. W maju 2019 r. pojawiła się natomiast nowa książka Karkowskiej i Caillot, poświęcona transatlantykowi, pt. Marsz, marsz Batory. O ile B jak Batory przybliżał historię  legendarnego transatlantyku, o tyle najnowsza publikacja zawiera wspomnienia pasażerów statku.

- Postanowiłyśmy odnaleźć osoby, które przeszły przez trap na pokład. Udało nam się porozmawiać z ponad 50 pasażerami „Batorego” oraz członkami załogi. Podzielili się z nami swoimi wspomnieniami, wrażeniami i fotografiami - dodają autorki  książki. - Wśród nich byli oczywiście Górale.

Oczarował nas M/S Batory. 

Magiczny, legendarny, wyjątkowy. Transatlantyk.

Potężny, elegancki, przystojny.

Najpiękniejszy statek pod polską banderą.

Odważny, silny, waleczny.

Całą wojnę służył wojsku, ojczyźnie.

Opiekuńczy, zabawny, gościnny.

Najważniejsi byli zawsze pasażerowie.

Cierpliwy, sędziwy, wierny.

Ponad 33 lata pływał po morzach i oceanach całego świata.

Motor ship. M/S Batory.

Jedni zostali, założyli rodziny, kupili dom. Pokochali nowy kraj. Ameryka stała się dla nich miejscem na ziemi. Inni nie dali rady, wrócili do Polski. Jedni zachwyceni byli nowymi możliwościami, przyrodą, architekturą. Inni tęsknili za rodziną,  porzeczkami w ogródku czy za krzyżem na Giewoncie. 

 
 

Na Podhalu, każdy ma kogoś w Ameryce! Górale płynęli za Wielką Wodę za chlebem ale i na występy! Spotkałyśmy się z członkami Zespołu im. Klimka Bachledy. 35-osobowy zespół płynął w 1966 r. na tournée po Kanadzie i USA! Co za  przygody!

 


Dodaj komentarz

Komentarze