Kultura i sztuka

Malarstwo - dokumentacją cudu widzenia

MALARSTWO

jest dla mnie dokumentacją cudu widzenia

 

Dla Sylwestra Stabryły ? malarza, grafika i rysownika, uczestnika wielu wystaw w Polsce i za granicą, zdobywcy nagród i wyróżnień ? malarstwo to osobista opowieść o codziennym życiu. Kto jest zatem bohaterem jego wielkoformatowych obrazów?

 

IZA TROJANOWSKA:

Jakie były początki Pana malarstwa?

SYLWESTER STABRYŁA:

Powiedziałbym - udane, ale niezbyt doceniane. Już pierwsze kroki malarskie stawiałem w szkole podstawowej. Wtedy też nastąpiło pierwsze zniechęcenie ze względu na posądzanie mnie o to, że to nie ja malowałem. Więc się nie starałem. W liceum ogólnokształcącym postanowiłem się rozwinąć, lecz był to następny etap braku zrozumienia i podcinania skrzydeł. Dochodzi do tego wychowanie na wsi, które nie sprzyjało rozwojowi takich zainteresowań i nie motywowało.

 

Mimo wszystko kontynuował Pan naukę i zdecydował się na studia w Katedrze Sztuki Politechniki Radomskiej?

Tak, wreszcie studia otworzyły mi drogę do samorozwoju i wolnej, nietłumionej, radosnej twórczości.

 

Czyli to studia pomogły się Panu rozwinąć?

Tak naprawdę to niestrudzone trzymanie się jasno wytyczonej drogi, upór i konsekwencja w działaniu oraz bycie sobą pozwoliło mi się zrealizować w tych ciężkich czasach.

 

Skąd czerpie Pan inspiracje?

W dużej mierze z podpatrywania rzeczywistości, podglądania otoczenia, śledzenia świata i obserwacji środowiska. Można powiedzieć, że z własnego podwórka. Z poszukiwania tych nierealnych, symbolicznych sytuacji w zauważonych, rzeczywistych, niepozornych wątkach naszego życia. I z tych wszystkich jednostek, z którymi się stykamy i codziennie mijamy lub rozmawiamy.

 

Czyli bohaterowie obrazów to też bliskie osoby „z własnego podwórka”?

Zazwyczaj są to osoby z otoczenia, niejednokrotnie bardzo mi bliskie, co jest istotne w kontekście tematu i znaczenia obrazu. W odniesieniu do treści lub przekazu wiąże się to z bardzo osobistym wydźwiękiem. Często idzie za tym pewna historia, która stwarza i buduje cały sens. Zdarza się również, że po prostu, najzwyczajniej, ktoś mnie zainteresuje z racji ciekawej figury, postury, twarzy czy charakteru.

 

Zatem ważniejsza jest duchowość czy cielesność tych postaci?

Wydaje mi się, że cała relacja między duchowością a cielesnością. Ciało nie istnieje bez ducha, a duch napędza ciało. Mam wrażenie, że duchowość w pewnym momencie odpoczywa, by dać szansę cielesności, do momentu, by nagle się ujawnić i ukształtować proces przemiany człowieka. 

 
W Rytmie, 150x100 cm, olej na płótnie
  
Kwiat północy, 100x100 cm, olej na płótnie

Tworzy Pan portrety psychologiczne?

To chyba zbyt daleko posunięta interpretacja, ale jeśli chodzi w niektórych przypadkach o pewną analizę psychologiczną portretowanej postaci, to można się pokusić o stwierdzenie, że jest to próba oddania prawdziwego charakteru człowieka, z cechami tylko jemu przypisanymi i tym, co go kształtuje.

 

Dokumentuje Pan rzeczywistość?

Staram się przekazać to, co w zasięgu ręki, podpatrzone, wynikające z obserwacji i odczuwania otaczającej rzeczywistości, jako komentarz dnia obecnego. Malarstwo jest dla mnie dokumentacją cudu widzenia i spostrzegania. Konfrontacją z rzeczywistością i znakiem naszych czasów, często też osobistą opowieścią o codziennym życiu, o ludziach, którzy w dużej mierze kształtują nasze postrzeganie, światopoglądy i upodobania.  

 
Blada róża, 100x100 cm, olej na płótnie
 

Dziękuję za rozmowę. 

Dodaj komentarz

Komentarze