Kultura i sztuka

Gabriel Szyrszeń

„Moje prace są wypadkową moich przeżyć, przemyśleń i lęków”

 

Jest twórcą dzieł specyficznych i zaskakujących. Lubi zbierać skrawki materii, przedmioty codziennego użytku i nadawać im nowe znaczenie. Brał udział w wystawach indywidualnych i zbiorowych. Dlaczego Gabriel Szyrszeń zainteresował się sztukami odlewniczymi, jak powstała jego nowotarska pracownia i na czym tak naprawdę polega jego praca?

Gabriel Szyrszeń studiował malarstwo, ale przerwał je i wyjechał do Anglii. - Nie skończyłem studiów, bo zwyczajnie nie było mnie na nie stać. Praca za barem do późna w nocy pozwalała jakoś się utrzymać, ale na dziennych studiach na dłuższą metę było to zbyt wyczerpujące. Wówczas pojawiła się możliwość pracy w Anglii. Początkowo plan zakładał jedynie wakacyjny wyjazd w celu nadrobienia zaległości finansowych po studiach? i tak zostałem 4 lata - opowiada artysta. W Anglii Szyrszeń związał się z pracownią „Art-design”. To tam, dzięki Michaelowi Bowyerowi, mistrzowi formierstwa, poznał tajniki sztuk odlewniczych. Od razu po powrocie do Polski otworzył swoją własną pracownię. - Wtedy tez poznałam drugiego z moich nauczycieli, Sebastiana Pitonia, znanego zakopiańskiego architekta, którego do dziś uważam za mojego mistrza. To on przekonał mnie do dużych, a nawet monumentalnych form i za to zawsze będę mu wdzięczny. Dzięki Sebastianowi Pitoniowi Gabriel nauczył się operować technologią siatkobetonu. Połączył te dwie techniki, tzn. odlew i siatkobeton, i tu zaczęła się magia! Powstała kombinacja technik niespotykana dotychczas, którą artysta wciąż udoskonala.

 

WYJĄTKOWA PRACOWNIA W NOWYM TARGU

Pierwsza pracownia artysty powstała w 2008 r. w małym starym domku przylegającym do rodzinnego domu przyjaciela Gabriela - Piotra, w przecznicy nowotarskiego rynku. Kilka lat później rzeźbiarz przeniósł się na podwórze domu rodzinnego żony, mieszczącego się nieopodal. Swoje prace plastyczne realizuje w drewnie, glinie, lateksie oraz w technice siatkobetonu. Uprawia rzeźbę miniaturowa? i wielkoformatowa?, malarstwo ścienne, zajmuje się także nietypowa? aranżacją wnętrz. Pracownię Gabriela z pewnością wyróżnia mnogość technik, z których artysta korzysta. - Co do lokalizacji, to Podhale jest w moim mniemaniu niezwykle korzystne. Podhalańskich inwestorów cechuje iście ułańska fantazja i odwaga, co daje artyście spore pole do popisu.

 
JAK PUDEŁKO CZEKOLADEK

Gabriel uczestniczył w kilku wystawach indywidualnych oraz zbiorowych w kraju i za granicą. Jednak to nie nagrody są dla niego najważniejsze. - Dla mnie największym wyróżnieniem są fantastyczni ludzie, których dzięki mojej ciężkiej pracy poznałem na swojej drodze. Rzeźbiarz nie kieruje swoich prac do konkretnego odbiorcy. - Moje prace, o ile nie są konkretnymi zleceniami, zazwyczaj są wypadkową moich przeżyć, przemyśleń i lęków. Nie chcę za ich pomocą epatować odbiorcy, choć czasem słyszę opinie, że budzą niepokój. Rzeźbę staram się traktować jako terapię dla siebie. Jest ona również swego rodzaju służbą. Jak każda profesja. Każdy chwali Pana tak, jak potrafi. Obecnie artysta pracuje dla słowackiego inwestora. - Kolumny podtrzymujące kalenicę termy zamieniają się w monumentalne sekwoje w siatkobetonie - opowiada enigmatycznie. - Codzienna praca rzeźbiarza to wyzwania i jeszcze raz wyzwania. Mam to szczęście, że w istocie rzeczy jestem samoukiem, dzięki czemu nie boję się eksperymentować z materią. Czasem są to niezwykle sympatyczne realizacje, jak na przykład wykonany dla Teatru Lalek Rabcio w Rabce-Zdroju kinetyczny potwór. Innym razem jest to rzeźba nagrobna, którą zleca zazwyczaj rodzina w żałobie. „Życie jest jak pudełko czekoladek: nigdy nie wiesz, na co trafisz”. 

 

 

Dodaj komentarz

Komentarze