Inspiracje

Nieginące ginące zawody

  Nieginące ginące
  zawody

 

 
Kowal, szewc, snycerz, hafciarz, ludwisarz, spinkarz, krawiec, tkacz, garncarz, koronkarz, rymarz, stelmach, kołodziej, kuśnierz - to tylko niektóre z zawodów nazywanych dziś ginącymi. Dlaczego? Bo pomału praca ludzkich rąk zastępowana zostaje maszynami. Automatyzacja i rozwój technologii spowodował, że artystów-rzemieślników jest coraz mniej, a na ich wyroby - coraz mniejszy popyt. Ale czy to prawda? Czy ginące zawody zginęły całkowicie?

 

Wszechobecna technika opanowała co prawda również obszar wyrobów artystycznych, proponując miliony powtarzalnych produktów wyrabianych na ogromną światową skalę, coraz większe dzisiaj widzi się jednak zainteresowanie prawdziwym rękodziełem artystycznym. Z jednej strony dlatego, że jest unikalne, z drugiej - że wielu opatrzyły się już podróby. - Rękodzieło znajduje odbiorców, którzy nie patrzą przez pryzmat taniego zakupu danego produktu, tylko szanują misterne wykonanie i chcą zapłacić za coś, co ma duszę - mówi Anna Malacina-Karpiel, piosenkarka i hafciarka. Andrzej Czernik, rzeźbiarz i stolarz, dodaje jednak, że choć popyt na oryginalne produkty rośnie, odbiorcy nie zawsze potrafią odróżnić je od przemysłowych. - Mało jest takich klientów, którzy potrafią rozróżnić rzeźbę ręczną od pracy wykonanej przez maszynę frezującą. Staramy się jednak utrzymywać tradycję rodziny i jednocześnie promować rękodzieło artystyczne.

Faktem jest, że nie wszystkie tak zwane ginące zawody doczekały się dziś kontynuacji bądź funkcjonują tylko w wąskich kręgach. Na Podhalu jednak wiele profesji jest po prostu tradycją, znajdując szacunek nie tylko lokalnych mieszkańców, ale i turystów.

 

Tradycja i zarobek

Wielu artystów nie liczy na zarobek. Wartością jest dla nich bowiem kultywowanie tradycji. - Ginące zawody to przede wszystkim piękna tradycja, o którą powinniśmy dbać i ją kultywować - podkreśla początkująca hafciarka, Klaudia Białoń. - To kulturowe dziedzictwo - potwierdza Malacina-Karpiel. - Praca ta w obecnych czasach znajduje miejsce jako coś dorywczego. Oczywiście są ludzie, którzy wykonują ją i z tego się utrzymują, ale wydaje mi się, że jest to garstka osób. Moja praca oparta jest na haftowaniu dla bliskich znajomych i dla siebie. Moje prace można zobaczyć na moich znajomych i w domu. Są to koszule góralskie, fartuchy pod spódnice, obrusy. Haftuję, bo najzwyczajniej w świecie ta profesja mi się podoba. Podhale to region, w którym ceni się rzetelność wykonania i trwałość produktu, dlatego u nas jednak te ginące zawody jakoś utrzymują się na rynku i nie tracą na popularności.

Są i tacy, którzy do ginących zawodów podchodzą komercyjnie. Przykładem jest m.in. Wojciech Łacek, malarz i rzeźbiarz. Według niego to nie tylko dziedzictwo, ale również praca przynosząca korzyści finansowe. - W dobie wszechobecnej mechanizacji ludzie doceniają pracę ręczną. W moim przypadku klienci często przychodzą z polecenia. Moje prace, zarówno rzeźbiarskie, jak i malarskie, mają charakter indywidualny. Są zamawiane przez mieszkańców Podhala, a także przez turystów. Uważam, że turyści mimo wszystko doceniają oryginalność i kunszt wykonania moich prac.

Wyroby niektórych kontynuatorów ginących zawodów podziwiać można w miejscowych publicznych budynkach. Tak jest m.in. w przypadku Andrzeja Czernika - Jedną z moich prac można podziwiać w Cechu Rzemiosł w Zakopanem, gdzie zdawałem egzamin czeladniczy z rzeźbiarstwa. Wykonałem również kilka drobiazgów do miejscowych kościołów czy szkół. Wiele moich prac znajduje się też w prywatnych domach, niektóre meble regionalne wozimy aż do Warszawy czy na Śląsk.

 

„Aby młodzież chętnie zaznajamiała się z tradycyjnym rękodziełem, musi mieć dobrego i kompetentnego mentora, ale też chęci i smykałkę.”

 

Górale dla górali

Nie ulega wątpliwości, że tradycyjne wyroby góralskie cieszą się zainteresowaniem samych Górali, dla których tradycja pełni niezwykle ważną rolę. Jedną z kategorii takich produktów są oczywiście elementy garderoby. Maciej Czernik, który na co dzień projektuje podhalańskie cuchy i góralskie portki, potwierdza, że zapotrzebowanie na jego wyroby jest ogromne. Górale doceniają ręczny haft i obróbkę. Artysta, realizując swoje projekty, inspiruje się produktami muzealnymi. Dba o to, by krój pozostał tradycyjny i to jest w cenie. - Moimi odbiorcami są głównie mieszkańcy Podhala, dla których ubranie góralskie jest bardzo ważne, wkładane podczas najważniejszych wydarzeń w życiu i jest traktowane z należytym szacunkiem, jak mundur dla żołnierza. Dla turystów jest czymś pięknym i nieraz łapią się za głowę, kiedy dowiadują się, ile czasu trzeba poświęcić na wykonanie takiego stroju, a co za tym idzie - ile on kosztuje. Ale potrafią docenić unikalność i oryginalność i nieraz zazdroszczą nam takiego oddania tradycji - śmieje się Czernik.

Popyt na ręcznie wykonywane góralskie stroje potwierdza Malacina-Karpiel. - Jeśli chodzi o wykonywanie elementów strojów regionalnych, to będzie się to zawsze cieszyć powodzeniem. Dlaczego? Bo służy to latami. Gorsety, bluzki, portki, cuchy szyje się u kogoś, by mogły służyć w przyszłości kolejnym pokoleniom, dzieciom, a nawet i wnukom.

 

Z ojca na syna, ale i w szkole

Gdzie dzisiejsi artyści nauczyli się fachu? Od dawien dawna sztukę rękodzieła artystycznego przekazywali rodzice swoim dzieciom. Dziś zresztą niejednokrotnie kultywuje się tę tradycję. - W moim przypadku przechodziło to z pokolenia na pokolenie. Ukończyłem Technikum Budowlane w Zakopanem, ale smykałkę do pracy odziedziczyłem po dziadku i tacie. Talent to jednak nie wszystko, potrzeba jeszcze dużo chęci i przede wszystkim praktyki i wielu nieudanych prób. Człowiek uczy się całe życie - mówi Andrzej Czernik. - Z nauką ginących zawodów bywa różnie. Najczęściej umiejętności wykonywania danej pracy są przekazywane z ojca na syna, z pokolenia na pokolenie - tłumaczy Wojciech Łacek, malarz i rzeźbiarz z Poronina. Dawniej fachu można było nauczyć się również u boku mistrza. - Teraz często bywa, że młodzież zapoznaje się z ginącymi zawodami na dodatkowych zajęciach organizowanych w domach kultury lub różnego typu kursach. Sam jako dziecko uczęszczałem na zajęcia z malarstwa na szkle, które odbywały się w Gminnym Ośrodku Kultury w Poroninie - dodaje. Tajniki między innymi koronkarstwa czy tkactwa można było kiedyś poznać w dziś już niestety nieistniejącym Technikum Tkactwa Artystycznego im. Heleny Modrzejewskiej w Zakopanem. - Obecnie, po zamknięciu szkoły, powstają warsztaty w ośrodkach kultury, przy Związkach Podhalan, zespołach regionalnych i tam młodzież pod okiem absolwentów szkoły Heleny Modrzejewskiej nabiera umiejętności haftu, tkactwa i innych zawodów ginących - tłumaczy Sylwia Skupień-Rabin, koronkarka klockowa.

 

Młodzi chcą się uczyć!

Niektórzy początkowo niechętnie podchodzą do nauki ginących zawodów, bo są one pracochłonne, wymagają dostępu do warsztatu i odpowiednich narzędzi. - Na początku wykonywanie dowolnego rękodzieła nie przynosi szybkiego i zadawalającego zysku. Należy stopniowo wypracowywać sobie markę - tłumaczy Łacek. Wielu młodych ludzi jednak szybko się przekonuje do nauki rzemiosła artystycznego i odnajduje w nim swoją pasję. - By wykonywać rękodzieło, trzeba mieć do niego przede wszystkim zamiłowanie, a tego nie brakuje wielu młodym ludziom - dodaje artysta.

Zarówno Klaudia Białoń, jak i Zofia Skupień-Rabin potwierdzają, że są grupy młodzieży silnie związane z kulturą swojego regionu i z tradycją przekazywaną im z pokolenia na pokolenie przez rodzinę. Według Andrzeja Czernika młodzi chętnie decydują się na naukę ginących zawodów. - Sam nie jestem jeszcze stary i wybrałem taką drogę, pracę twórczą nie zawsze dochodową. Jednak bardzo satysfakcjonującą. Widzę też iskierkę zainteresowania w moim synku - cieszy się artysta.

 

 

Po mistrzowsku!

Aby młodzież chętnie zaznajamiała się z tradycyjnym rękodziełem, musi mieć dobrego i kompetentnego mentora, ale też chęci i smykałkę. - Do tego, by dany zawód nie zanikł, potrzeba chętnego nauczyciela, człowieka, który umie przekazać swoją wiedzę i podzielić się doświadczeniem. Poza tym, jeśli ktoś czuje, że chce coś robić, to sam będzie zgłębiał wiedzę własnymi drogami. Teraz mamy łatwy dostęp do wszystkiego. Wystarczy poszukać, odpowiednio kliknąć i zawsze coś się znajdzie, co nam pomoże w zdobyciu wiedzy - komentuje Malacina-Karpiel. - Ja swojego fachu uczę się w domu. Kobieta, która zachęciła mnie do haftowania, pokazała mi kilka razy, co i jak ma być zrobione, a dalej powiedziała: „reśte proguj jako ci bedziy sło. Widać ze mos dryg to siy wartko naucys. Coś w tym było, bo zapału mi nie brakuje próbować dorównywać najlepszym hafciarkom. Dużym zapałem i chęcią poznania trudnego rzemiosła artystycznego, wykazał się Maciej Czernik. - Sam uzyskałem wiedzę, którą teraz posiadam systemem prób i błędów, a także wzorując się na strojach szytych przez dawnych krawców. Połączenie więc tradycji i chęci jej kultywowania, przekazywanej przez najlepszych wiedzy, ale i indywidualnych umiejętności sprawia, że ginące zawody wcale nie giną. Niezmiennie mają swoich kontynuatorów - zdolnych artystów, dla których góralskie dziedzictwo, unikalność i prawdziwe piękno mają ogromne znaczenie.

Dodaj komentarz

Komentarze