Humor

Polskie drogi - kwestie niewyjaśnione

Polskie drogi
Kwestie niewyjaśnione

 

Ostatnio sporo podróżuję i zebrało mi się nieco drogowych spostrzeżeń... Na przykład, dlaczego w Ząbkowicach Śląskich wszystkie samochody zatrzymują się, zanim jeszcze pieszy pomyśli, że chciałby przejść przez jezdnię, a w Warszawie, co sił w nogach, pieszy musi uciekać z pasów, by ujść cało z życiem? Dlaczego zawsze na dnie baniaka zostaje resztka płynu do spryskiwaczy? A co z owadami i korkami?


Lepiej mniej niż więcej

Nie wiem, jak to jest, ale zawsze na dnie baniaka zostaje mi resztka płynu do spryskiwacza. Tak, jakby nie można było zrobić tych baniaków o pojemności 3,7 litra. W ten prosty sposób uszczęśliwionoby wielu kierowców, którzy od razu wywaliliby pusty pojemnik do kosza, a nie zastanawiali się, co z nim zrobić.

 

Wredne smugi

A owady? Czy zawsze największy żuczek musi roztrzaskać się żółtym plackiem na szybie, centralnie na wysokości waszych oczu? Czy podniszczona guma od wycieraczki pierwszą smugę zostawi również w tym samym miejscu, tak jakby pierwsza nie mogła się wystrzępić wycieraczka po stronie pasażera?

 

Wyścig naczep

O! Albo korek. Nigdy nie wiedziałam, skąd się biorą korki na autostradzie, gdy nic szczególnego się nie dzieje, ale wczoraj, tuż przed moim nosem, z niewyjaśnionych przyczyn, jedna ciężarówka nagle postanowiła wyprzedzić drugą ciężarówkę, bowiem ta druga, ślamazara jedna, miała ustawione tacho na prędkość o 0,5km/h niższą niż pierwsza. No i korek po całości. 7 minut, bo tyle trwał manewr wyprzedzania, to czas wystarczający, by przytkać kilkanaście kilometrów autostrady. Widocznie w sznurze dużych mobilków od czasu do czasu trzeba sobie zmienić krajobraz, bo w końcu ileż można się gapić na żółtą naczepę z napisem Gniotpol (pisownia autentyczna), skoro przez kolejny odcinek trasy można wpatrywać się w zieloną plandekę z napisem Tymbark. Podobno zielony uspokaja. Niestety nie wszystkich. A zwłaszcza jadącego za mną kierowcę białej Skody, który chyba stwierdził, że ten korek to moja wina, bo nie dość, że na mnie natrąbił, to jeszcze mrugał długimi z częstotliwością 10 razy na minutę.

 

Gdy się człowiek spieszy to...

A właściwie to z tym białymi Skodami też coś jest na rzeczy. Pomijam już, że mniej więcej co trzecie auto na trasie to biała Skoda z nowej kolekcji zima 2017, a za kółkiem, obowiązkowo, znerwicowany krawaciarz w białej koszuli. Siada taki człowiekowi na ogon i mruga, jakby nie widział zbitego sznura ciężarówek na prawym pasie. Przecież, żeby ustąpić mu drogi, trzeba zwolnić o połowę, by się wcisnąć między ciężarówki, a tu taki siedzi człowiekowi na zderzaku i „myszkuje”, jakby chciał wyprzedzić pasem zieleni albo rowem. Pół biedy jeszcze wyhamować i wkleić się w ciężarowy konwój, ale jak się później stamtąd wydostać, skoro na lewym wszyscy lecą szybko, a co trzecie auto to biała Skoda z permanentnie włączonym kierunkowskazem? Ostatnio chyba mieli jakiś zlot w podkarpackim, bo na autostradzie do Rzeszowa czułam się jak jakiś odmieniec. Przede mną biała Skoda, obok druga, za mną dwie. Jak się, człowieku, nie obrócisz, to zawsze Skoda z tyłu. Ech!

 

Kolejność ma znaczenie

Kolejną sprawą jest zachowanie kierowców na czerwonym świetle albo w korku. Chyba większości się wydaje, bo innego wytłumaczenia raczej nie ma, że wraz z zatrzaśnięciem drzwi pojazdu i przekręceniem kluczyka, stajemy się niewidzialni i przenosimy się do jakiejś innej czasoprzestrzeni, w której nas nie widać. No bo jak inaczej wytłumaczyć dłubanie w nosie, grzebanie w zębach i oglądanie sobie migdałków w lusterku wstecznym? I ten wzrok wbity sztywno przed siebie, by przypadkiem nie zauważyć kogoś, kto chciałby zmienić pas ruchu. A może ktoś wydaje prawo jazdy niewidomym, bo przecież co za różnica, czy w dużym natężeniu ruchu jedziemy za Hondą czy przed Hondą? Owszem, jak się nam na krętej drożynie wpakuje przed nos traktor z roztrząsarką do gnojówki, a wszędzie serpentyny i podwójna ciągła, a jak nawet nie ma podwójnej ciągłej i zakrętów, to na bank coś musi jechać z naprzeciwka, to tu - rzecz jasna - kolejność ma znaczenie, ale w mieście?

 

Ścigamy się?

Wrócę jeszcze na moment do tych świateł, bo nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy. Zwykle rozglądam się dookoła i normalnie patrzę, kto siedzi w stojącym obok samochodzie. Czasem udaje mi się nawiązać kontakt wzrokowy z sąsiadem, ale taka sytuacja kończy się zazwyczaj w dwójnasób. W większości przypadków zostaje to odebrane jako zaproszenie do wyścigów i palenia gum na starcie lub jako zaproszenie do nawiązania bliższej znajomości i to najlepiej przy kolejnych światłach. Podsumowując powyższe, nie pozostaje mi nic innego, jak podpisać się pod starym porzekadłem, że ten kto jedzie wolniej od nas, to melepeta, a kto jedzie szybciej, ten świr!

Dodaj komentarz

Komentarze